Eleni: Rodzice nauczyli mnie kochać człowieka i przebaczać.

Eleni: Rodzice nauczyli mnie kochać człowieka i przebaczać.
Helena Dzoka piosenkarka, kompozytorka i gitarzystka występująca pod pseudonimem artystycznym Eleni śpiewała w krynickiej Pijalni Głównej. Artystka koncertowała ze swoim zespołem pod kierownictwem Kostasa Dzokasa. Przed występem z Eleni o muzycznych zainteresowaniach, córce Afrodycie, a także tragedii z 1994 roku oraz przebaczaniu rozmawiała redaktor Małgorzata Kareńska.

Po raz pierwszy jest Pani w Krynicy?
Nie, wielokrotnie byliśmy tu z koncertami. Ale ostatnio dość dawno, chyba cztery lata temu.

Grecy słyną z tego, że kochają muzykę i taniec. Jak zaczęła się muzyczna przygoda Eleni?

Musiałabym wrócić do mojego domu rodzinnego, w którym muzyka nam zawsze towarzyszyła. Urodziłam się jako dziesiąte, najmłodsze dziecko. Moje starsze rodzeństwo grało na gitarze, mandolinie, więc od najmłodszych lat miałam kontakt z greckimi melodiami . Potem w szkole się udzielałam w ruchu amatorskim. Należałam do zespołu muzyczno - wokalnego „Niezapominajki”. W szkole średniej było dziewczęce „Trio ballada”, w którym  wszystkie grałyśmy na gitarach. Chciałam zostać nauczycielką wychowania muzycznego, ale stało się inaczej. Zostałem najpierw wokalistką greckiego zespołu „Prometheus” w 1975 roku.


W piosenkach Eleni dużo jest miłości. To uczucie jest ważne w Pani życiu?
Myślę, że miłość jest potrzebna w życiu każdego człowieka. Bez niej trudno żyć. To fundament życia, nadaje mu sens, dlatego bardzo dużo jest miłości w moich piosenkach. Tej miłości do ludzi, bliskich i przyrody.


Czy córka Afrodyta jest obecna w Pani kompozycjach. Odczuwa Pani jej obecność przy pracy?
Tak, oczywiście. Rok po tej tragedii w 1995 roku nagrałam płytę, która miała być dla tych wszystkich, którzy przeżyli podobne zdarzenie. Może są na życiowym rozdrożu? Chciałam, aby płyta „Nic miłości nie pokona” była przesłaniem dla tych wszystkich ludzi, dedykując ją Afrodycie. Znajdują się na niej piosenki refleksyjne, których nie nazywam smutnymi. Należy nad nimi chwilę zatrzymać, zadać pytanie, co jest najważniejsze w naszym życiu. Aby czegoś nie przeoczyć, bo życie bardzo szybko biegnie. Widzę, że wszyscy żyją w bardzo dużym tempie, stresie. Łatwo się w tym wszystkim pogubić, i stracić coś, co ważne w życiu.

Od czasu tragedii nic nie zmieniła Pani w pokoju Afrodyty. Jednak na pewno zmieniło się życie?
Człowiek bardziej wchodzi w głąb siebie. Stawia sobie pytanie: dlaczego dwoje młodych ludzi nie potrafiło sobie poradzić z uczuciem miłości? Często młodzi nie mówią o tym, co ich gnębi i jakie mają troski. Tajemnice chowają dla siebie. Próbują problemy, gdzie w grę wchodzi uczucie rozwiązywać sami.

(Przypis redakcji - W 1994 roku 17 letnia Afrodyta została zabita przez byłego, zazdrosnego o nią chłopaka. Dziewczyna , ktora uczyła się w liceum plastycznym próbowała zerwać  z Piotrem. Wtedy ten zawiózł ją do lasu i zastrzelił, 50 km od Poznania. Nie potrafił poradzić sobie z chorobliwym uczuciem )

Pani rodzina wyemigrowała z Grecji w latach 50. XX wieku? Nadal jest w Polsce?

Rodzeństwo powróciło w latach 80. tych do Grecji. W Polsce pozostał najstarszy brat mieszkający w Łodzi. W Bielawie, gdzie się urodziłam nikt już nie pozostał. Są tam jedynie groby babci i cioci.


Często odwiedza Pani Helladę?
Oczywiście! Co roku jestem w Grecji. To piękny czas, kiedy spędzamy go razem. Czas, kiedy wspominamy dzieciństwo. Często wtedy pytam, jaka byłam jako dziecko? Grzeczna czy niegrzeczna?

Mówi Pani bardzo dobrze po polsku, bez greckiego akcentu. Jak to się stało, skoro nie ma Pani polskich korzeni?
Mam dwie Ojczyzny - Polskę i Grecję. Jestem bogatsza o to. Do szóstego roku życia mówiłam wyłącznie po grecku. Ale dzieci bardzo szybko się uczą. Chodziłam do polskiej szkoły, ale greckie dzieci zamieszkujące Bielawę, miały dodatkowe zajęcia z ojczystego języka. Operuję więc dwoma językami.

Cała Grecja jest słoneczna i piękna. Gdzie zamieszkiwali Pani rodzice?
W północnej Grecji, sto kilometrów od Salonik. Wyspy greckie są przepiękne. Bardzo często jeżdżę na wyspę Egina, na której spędziłam ostatnie wakacje z Afrodytą. Dlatego jest mi bardzo bliska.

Mimo tragedii, jaka spotkała Pani rodzinę, jest Pani pogodna. Jakie jest credo życiowe Eleni ?
Myślę, że każdy powinien zadbać o to, aby - jeśli nawet dotknie go taka tragedia - umieć pogodzić się z wolą bożą. Jestem osobą wierzącą. W trudnych chwilach bardzo pomogła mi wiara, a także wychowanie rodziców, którzy nauczyli mnie kochać człowieka i przebaczać. Wybaczać, nawet jeśli ktoś bardzo skrzywdził. To wyniosłam z domu rodzinnego. Pogodzenie pomogło mi w tym, że krzyż jest dużo lżejszy. A credo życiowe? Starajmy się być życzliwi wobec drugiego człowieka. Sens życia jest w pomaganiu innym, duchowym wspieraniu ludzi. We wszystkim trzeba być człowiekiem!
Dziękuję za rozmowę.
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica