"Everybody Come Aboard" czyli "Rejs z Elvisem po Wiśle" we wspomnieniach

"Everybody Come Aboard" czyli "Rejs z Elvisem po Wiśle" we wspomnieniach
Koncert, wystawa i... rzeka wspomnień....

           "Wszyscy na pokład bo dziś wieczorem na statku zaczyna się show. Będziemy tańczyć do białego rana. Będziemy bawić się przez całą noc. Będziemy żartować i śpiewać piosenki", śpiewał Elvis Presley w finałowej scenie komedii "Frankie And Johnny". I jakby wychodząc na przeciw wyśpiewanemu aksamitnym głosem zaproszeniu króla rock'n'rolla jego fani (i nie tylko) zjawili się dzisiaj (26 września) w Krakowie na pokładzie przycumowanego do brzegu Wisły statku Sobieski. Pierwsi wielbiciele artysty (jak udało mi się dowiedzieć) pojawili się już na przystani w tamtejszym Pubie Victoria na kilka godzin przed zaplanowanym na godz.16.30 pierwszym "Rejsem z Elvisem". Czekała tam już na nich wystawa "Elvis: Człowiek, którego nigdy nie zapomnisz", na której zobaczyć można było wiele interesujących przedmiotów.

Fot. Wśród licznych atrakcji "Rejsu z Elvisem" była wystawa pamiątek po legendarnym muzyku. (zdj.Klaudia Adamczyk)

Największym zainteresowaniem wśród gości cieszyły się rzecz jasna rzeczy bezpośrednio związane z samym Elvisem tj. oryginalny pasek z filmu "Fun In Acapulco", autentyczna pamiątka z letniego sezonu w Las Vegas z 1975 roku (skróconego z powodu choroby Elvisa) oraz bon na paliwo. Wiele osób także (w tym także były prezydent Miasta Krakowa i Ambasador Elvisa Presley'a w Polskim Parlamencie, Pan Józef Lassota) z uwagą i skupieniem śledziło wyeksoponowane w antyramach wspomnienia osób współpracujących z Elvisem oraz tych, którzy mieli wielką przyjemność spotkać go za kulisami jego słynnych koncertów. Oprócz tego wśród przywiezionych w piątkowy wieczór eksponatów znalazły się płyty z kolekcjonerskiego katalogu FTD Label, fanklubowe magazyny z różnych zakątków świata, autografy muzyków nagrywających z Presley'em oraz repliki tzw. lobby cards z filmu "King Creole".
Wystawie towarzyszyły płynące z głośników niezpomniane przeboje króla rock'n'rolla.

Gdy emocje związane z wystawą opadły goście zostali zaproszeni na pokład statku Sobieski na którym kilka minut po godzinie 17 rozpoczął się pierwszy show Marcina "Elvisa" Życzyńskiego. Obiecałem sobie, że przy okazji tej relacji zajmę stanowisko w sprawie tzw. imitatorów Presley'a ale... Pomimo początkowej niechęci (która zawsze pojawia się u mnie na słowo "imitator Elvisa") z koncertu wyszedłem naprawdę zadowolony ściskając na koniec artyście dłoń i gratulując mu udanego występu! Zapytacie dlaczego? Bo chyba wszyscy obecni na pokładzie odnieśliśmy wrażenie, że Marcin po prostu dobrze się bawił (a my razem z nim) przybliżając nam repertuar naszego idola... Bez zbędnego zadęcia, bez ośmieszania Elvisa i bez zbędnego gwiazdorzenia. Pomysł na występ był od początku do końca bardzo starannie przemyślany. Marcin mówił po angielsku, konferancjer tłumaczył jego słowa jednocześnie przybliżając także teksty poszczególnych piosenek. Repertuar? Nasz "Elvis" nawet nie starał się na siłę odtwarzać oryginalnej koncertowej setlisty Presley'a. Mogliśmy za to usłyszeć bardzo przyjemne dla ucha wykonania "(Marie's The Name) His Latest Flame", "A Little Less Conversation" a nawet... "If That Isn't Love". Na mnie osobiście jednak największe wrażenie zrobiło "An American Trilogy" wykonane w towarzystwie pianisty Jana Blajdy ("Johnny'ego Blajdy", jak żartował wokalista) i skrzypaczki Marii Piękoś-Konopnickiej.

W przerwie koncertu Józef Lassota, Ambasador Elvisa Presley'a w Polskim Parlamencie wręczył wyróżnienia "Semper in Altum" ("Zawsze w górę"). Statuetki za promocję twórczości króla rock'n'rolla w naszym kraju otrzymał Krakowski Fanklub "Always On My Mind" ("za mobilizujące innych aktywne, społeczne działanie popularyzujące dorobek Króla Rock'n'Rolla"), Jan Blajda - pomysłodawca i założyciel Alei i pomnika Elvisa Presley'a w Krakowie oraz Marcin Życzyński za doskonały występ i propagowanie muzyki naszego idola podczas swoich koncertów na terenie całej Polski.
Specjalną nagrodę otrzymała także osoba bez której całe to przedsięwzięcie nigdy by się nie udało - Ewa Bigosz - armator statku. Na jej ręce Ambasador złożył pięknie oprawiony w ramy longplay "Elvis Sings Flaming Star" by idea kolejnych cyklicznych rejsów poświęconych Elvisowi wciąż płonęła w jej myślach i sercu niczym "płonąca gwiazda" w filmowym przeboju Presley'a.

Fot. Marcin Życzyński zafundował gościom rejsu dobrą rozrywkę - bez zbędnej próby naśladowania oryginału (na środkowym zdjęciu ja ze swoją dziewczyną Klaudią - autorką większości zdjęć w tym poście).

Po przybiciu do brzegu część gości niechętnie zaczęła oddalać się w kierunku Bulwaru Czerwińskiego (ponownie zaglądając jeszcze na usytuowaną przy głównym wejściu wystawę). Pozostali, tak jak ja z wielką przyjemnością pozostali do wieczornego rejsu by przy dźwiękach najpiękniejszych piosenek Elvisa podziwiać rozświetlony Kraków.
Chciałoby by się napisać..."że to już koniec" (cytując narratora z filmu "The Trouble With Girls"). Ale podsumowując swoją relację muszę dodać... "Rejs z Elvisem po Wiśle" był nie tylko wspaniałą zabawą. Dla mnie osobiście był też niezwykłym przeżyciem. Rozmowy, które odbyłem oprowadzając po wystawie,w trakcie koncertu i później - podczas prywatnego spotkania zostaną ze mną do końca życia... Szczere wspomnienia osób, które w latach 60-tych przemierzały dziesiątki kilometrów by zdobyć pocztówkę dźwiękową z jedną piosenką Elvisa chwytały za serce... Dziękuję za te opowieści i za te emocje...
 
Więcej na temat ELVISA PRESLEY'A znajdziesz na
blogu ELVIS: Promised Land
www.gregnolan.blog.interia.pl
Autor: Mariusz Ogiegło
Źródła: www.gregnolan.blog.interia.pl

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica