Michał Słaboń: Aby nie doszło do tragedii.

Michał Słaboń: Aby nie doszło do tragedii.
 Michał Słaboń, pochodzi z Nawojowej. Jest absolwentem Wydziału Ekonomii Akademii Rolniczej w Krakowie. Nie pracował w zawodzie, po ukończeniu studiów pełnił służbę w Karpackim Oddziale Straży Granicznej (do 2008 roku). Później - wraz z żoną - prowadził biuro turystyczne.

W styczniu Michał Słaboń objął stanowisko Naczelnika Krynickiej Grupy GOPR, której teren działania obejmuje Beskid Niski oraz Sądecki. Trzon stanowi 11 ratowników zawodowych, których w pracy wspiera ok. dwustu ochotników. Z naczelnikiem krynickiej grupy GOPR rozmawiała Małgorzata Kareńska.

Jakie były początki pana pracy w GOPR?
- Mój ojciec był nauczycielem WF, a także instruktorem narciarstwa. Zamiłowanie do nart mam więc po nim. Od zawsze bardzo lubiłem góry i narciarstwo. Te dwie rzeczy spowodowały , że wstąpiłem do GOPR. Poza tym miałem dobrych opiekunów, którzy mnie wprowadzili do tej organizacji i zaszczepili we mnie chęć pomagania ludziom. Ratownikiem jestem od 18 lat, natomiast Naczelnikiem Krynickiej Grupy GOPR zostałem wybrany przez Zarząd 6 grudnia 2011. Funkcję tę sprawuję od 1 stycznia br.

Pamięta pan swój pierwszy dyżur?
- Tego się nie zapomina! Pierwszy dyżur miałem na Słotwinach w starej dyżurce. Były to zupełnie inne czasy. Inny był sprzęt narciarski, a w związku z tym innego typu urazy.

Najtrudniejsza pana akcja ratunkowa?
- Kilka lat temu na Słotwinach. Wyciągaliśmy wtedy ok. 8 letniego chłopca z lasu. Miał złamane oba uda. Do dziś pamiętam jego przeraźliwe krzyki. Natomiast od 22 grudnia do dziś mieliśmy ponad 300 interwencji na stokach (złamania, skręcenia, wstrząsy ), a także 17 akcji i wypraw ratunkowych. Ostatnio trudna była akcja poszukiwawcza dwóch turystów z Warszawy, którzy utknęli między Runkiem a Łabowską Halą. Mróz, nieprzetarta trasa, pokrywa śnieżna ok. 1,5 m, a także zmęczenie oraz brak orientacji w terenie spowodowały, że turyści wezwali pomoc. W wyprawie ratunkowej uczestniczyło ośmiu ratowników, samochód Land Rover oraz dwa skutery śnieżne. We wszystkich akcjach ratunkowych chodzi o to, aby nie doszło do tragedii.

Jakie cechy charakteru powinien mieć ratownik?
- Przede wszystkim musi być pasjonatem ratownictwa górskiego, b. dobrze jeździć na nartach oraz znać topografię terenu. Musi też zdać egzamin po to, aby zostać stażystą. Maksymalnie po pięciu latach dalszych szkoleń i dyżurów, kierowany jest na kurs I stopnia ratownictwa. Dopiero po tym dostaje odznakę ratownika tzw. Blachę. W tym roku na 11 osób, egzamin na stażystę zliczyło 7. Teraz tylko od nich zależy, jak okres stażu wykorzystają i czy - na mój wniosek do Zarządu - zostaną skierowani na kurs I stopnia, a następnie zostaną ratownikami.

Najczęstsze przyczyny wypadków na stokach według pana?
- Dużo takich zdarzeń spowodowanych jest brawurą i brakiem wyobraźni. Ludzie nie dostosowują prędkości do swoich umiejętności, a także do warunków panujących w otoczeniu (ilości narciarzy, pochylenia trasy, pogody). Na szczęście popularne jest już używanie kasków. Ustawa, która weszła 1 stycznia b.r. wymaga ich bowiem dla dzieci i młodzieży do lat 16. Tego pilnują policjanci na stokach.

Czy za akcje poszukiwawcze powinni płacić turyści?
- Akcje ratownicze w górach pochłaniają duże koszty, czas oraz narażają życie ratowników. Uważam, że ludzie wyruszający w trasę powinni mieć wykupione ubezpieczenia.

Dziękujemy za rozmowę.

Małgorzata Kareńska
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica