Wspomnienie o Miłce Koszuckiej, przewodniku po ziemi sądeckiej.

Wspomnienie o Miłce Koszuckiej, przewodniku po ziemi sądeckiej.
     10 lutego (środa) Krynica pożegnała Miłkę Koszucką, znakomitą przewodniczkę po ziemi sądeckiej, Podhalu i Słowacji oraz instruktora do spraw kultury, rozrywki, turystyki i sportu.

     Miłkę Koszucką poznałam 10 lat temu, w czasie pierwszego pobytu w Krynicy. Jeździłam z nią wtedy na wycieczki, nie sądząc, że kiedykolwiek poznam Ją bliżej. Gdy zamieszkałam w Krynicy i zaczęłam współpracować z miesięcznikiem „Sądeczanin”, szukałam interesujących kobiecych postaci do cyklu „Portrety kobiet”. W ten sposób dodarłam do Miłki Koszuckiej, która – jak się okazało – mieszkała po sąsiedzku. Pierwszy raz odwiedziłam Ją w końcu maja ubiegłego roku i tak zaczęła się znajomość.
     Pani Miłka potrafiła godzinami opowiadać o swojej pracy w FWP, z którym była związana przez 42 lata. Miała wiele pamiątek i fotografii z tego okresu, które przeglądałyśmy. Przeżyłam też u Niej na balkonie chwile grozy, gdy w samo Boże Ciało ukąsił mnie szerszeń w palec. Zaczął padać deszcz, zanosiło się na okropną burzę. Pani Miłka dała mi swój parasol, i wysłała prosto do szpitala, bo palec niesamowicie spuchł. Zanim jeszcze zdążyłam dotrzeć do szpitalu, już kilkakrotnie dzwoniła i pytała o mnie. Bo taka była. Troskliwa, uczynna, zaradna, świetnie zorganizowana. Miała niesamowicie dużo: przyjaciół, znajomych bliższych i dalszych, koleżanek, których adresy i telefony zapisywała w grubym i dużym zeszycie. Było to w końcu października zeszłego roku, gdy zjawiała się u niej znajoma, której nie widziała od pół wieku. Przed laty Pani Miłka pomogła tej znajomej, gdy tamta skręciła nogę.
     W ciepły październikowy dzień wybrała się ze znajomymi z Bydgoszczy, których poznała w czasie jednej z wycieczek, do Kamiannej. Mnie również tam ze sobą zabrała. Była bardzo punktualna, czekała na mnie na pół godziny przed umówionym spotkaniem. Nigdy nie zapomnę tej wycieczki! Pani Miłka jak własną kieszeń, znała Kamianną, jej historię oraz tamtejszych gospodarzy: Emilię i Jacka Nowaków, których bardzo lubiła. Mówiła, że w domu nigdy się nie nudzi, bo zawsze jest coś do zrobienia. Niedawno z pomocą znajomej przemalowała meble, z czego była dumna, bo zmianę koloru od razu mi pokazała. Lubiła przerabiać rozmaite rzeczy, i wszystko szyła ręcznie. Poduszki, serwetki. Była bardzo pomysłowa, potrafiła zrobić coś z niczego. To cecha, którą wykorzystywała znakomicie organizując rozmaite imprezy dla kuracjuszy.
     W listopadzie ugotowała – jak twierdziła – po raz pierwszy gołąbki. Stała przy kuchni cały dzień, ale wyszły znakomite. Wiem, bo zostawiła dla mnie dwa. Piekła też ciasta, dla mnie zrobiła „torcik” o smaku brzoskwiniowym. Był pyszny! Zawsze miała w domu„ dyżurne” herbatniki petit beurre dla gości. Kiedy ją ostatnio odwiedziłam, a było to kilkanaście dni przed Bożym Narodzeniem, pokazywała mi, jak robi się na nie polewę. Dała mi trochę cukru pudru i odrobinę wody oraz kakao. Kazała zmieszać wszystko i posmarować tą masą herbatniki. Przygotowywała też świetną kawę, nie z ekspresu, ani rozpuszczalną, lecz parzoną w specjalny sposób. Ziarna tej kawy przywoziła specjalnie dla Niej koleżanka z Niemiec. Dolewała mleka, a kiedy go nie miała – dodawała żółtko, ubite jak kogel – mogel. Pierwszy raz taką piłam.
     Zawsze była zadbana, umalowana i uczesana, lubiła perfumy. Jej nieodłącznym atrybutem były okulary. Nie lubiła mówić o chorobach, a po każdych odwiedzinach u Niej czerpałam optymizm. W zeszycie z adresami zapisywała anegdoty i dowcipy, ale tylko ona potrafiła je właściwie zinterpretować. Pisała też kuplety, do których pomysły czerpała z wycieczek. Lubiła podśpiewać i nucić sobie. Teraz, gdy spoglądam w zasłonięte u Niej okna balkonowe, żałuję, że tak krótko Ją znałam.

Małgorzata Kareńska
 
Autor: Webmaster

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica