Wywiad ze Zbigniewem Wodeckim z 2013 roku.

Wywiad ze Zbigniewem Wodeckim z 2013 roku.
Wczoraj, 22 maja zmarł Zbigniew Wodecki, który należał do jednych z najbardziej lubianych wokalistów. Z muzykiem rozmawiałam w 2013 roku w muszyńskim Amfiteatrze Zapopradzie. 

O sobie mówi Pan, że jest śpiewającym muzykiem.
- Tak. Jestem skrzypkiem, ale od dziecka również śpiewałem. Bardzo się cieszę, gdy słyszę śpiewające i tańczące dzieci. Łza się w oku kręci, bo przypominają mi się moje młode lata.

Mówi Pan, że dlatego tak długo trwa  Pana kariera, bo „Szef” na górze Pana lubi.
- Bardzo się lubimy, dlatego udaje mi się przede wszystkim w zdrowiu wytrwać, pokonując wszelkie bariery. Czterdzieści lat siedzę w branży muzycznej, i chyba nic innego nie mógłbym już robić.

Pamięta Pan opolski debiut?
- Byłem lekko niezadowolony, bo nie śpiewałem piosenki, którą sobie wymyśliłem. Utwór, który wykonywałem napisali fajni ludzie, dlatego otrzymałem nagrodę za debiut. Wtedy festiwal o czymś stanowił. Gdy się w nim uczestniczyło, człowiek był uznanym piosenkarzem.

W Pana repertuarze są piosenki sentymentalne typu "Izolda", ale i zabawne – jak "Pszczółka Maja" czy "Chałupy'. Duży wachlarz zainteresowań.
- Najpopularniejsze piosenki wykonywane przeze mnie to te, które nie ja napisałem. Nie chciałem wykonać czołówki do bajki o pszczółce, bo bardzo mnie wtedy było dużo w telewizji. Myślałem, że dobranocka będzie miała kilka odcinków, ale powstało ich sto szesnaście. Tak zostałem pszczółką Mają. A w repertuarze miałem wcześniej muzykę poważną. Koncertowałem też m.in. z zespołem Anawa i Markiem Grechutą, Piwnicą pod Baranami oraz Ewą Demarczyk. Nagrywałem dużo jako muzyk – skrzypek. Potem zostałem piosenkarzem.

Izolda miała swój pierwowzór?
- Nie. Najważniejszą rzeczą w przebojach jest dobry tekst i melodia, która pozostaje w pamięci ludzi. Jeśli te rzeczy są trafione i ma się do tego szczęście, że stacje radiowe utwory puszczają często – to one zaistnieją. Żeby zaznaczyć siebie, trzeba być konsekwentnym w tym, co się chce przekazać. Nie można ulegać trendom.

Czy prywatnie odwiedza Pan Sądecczyznę? To niedaleko od Krakowa, w którym mieszka Pan na stałe.

- Blisko, wpadam tu więc czasem. Jest tu dom Zaiksu. Okolice piękne. Właściwie jestem pół góralem, gdyż jeden dziadek pochodził z gór. Drugi był górnikiem. W tych stronach czuję się elegancko.

Dwa słowa od Zbigniewa Wodeckiego dla widzów Małopolskie TV.
- Strasznie mnie to zawsze drażniło, że kraina ta nazywa się Małopolska, skoro jest taka wielka i piękna. A Wielkopolska jest taka płaska. Pozdrawiam wszystkich telewidzów. Zdrowia życzę, przyjaciół, uśmiechu. Wszystkiego najlepszego!

Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Kareńska
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica