Jerzy Stuhr o książce „Tak sobie myślę” i walce z rakiem

Jerzy Stuhr o książce "Tak sobie myślę" i walce z rakiem
Wydawnictwo Literackie zaprosiło na spotkanie z Jerzym Stuhrem, aktorem filmowym i teatralnym, a także profesorem sztuki oraz reżyserem. Z autorem książki „Tak sobie myślę” , będącej zapisem jego stanu ducha podczas choroby nowotworowej rozmawiała Aleksandra Pawlicka.

Jesienią ubiegłego roku Jerzy Stuhr trafił do szpitala z diagnozą lekarską „rak krtani”. Uwielbiany przez publiczność aktor rozpoczął walkę o życie... i zaczął pisać. Notatki powstawały od października 2011 roku do końca kwietnia tego roku. W zeszycie podarowanym przez córkę, wiecznym piórem spisywał swoje myśli, refleksje oraz obserwacje. Tak powstał dziennik, który jest nie tylko zapisem walki, ale także świadectwem miłości do życia. W zamiarze książka nie była przeznaczona do druku. Dopiero potem wyszedł z nią do ludzi. - Pisałem z dnia na dzień, nie dbając o formę, po to, aby coś po mnie pozostało. Upublicznienie notatek było trudną decyzją, ale pomyślałem, że lepiej sam powiem o sobie niż, aby snuto różne domysły. Poza tym, jeśli dziennik okraszę doświadczeniem, może stać się również pomocny dla innych. Bo najważniejsze jest pokazanie, że da się wrócić do zdrowia. Zacząłem się również zastanawiać, czy nie jest to najważniejszy okres w moim życiu? - wyznał aktor. Ale wcale - jak powiedział - nie był w chorobie samotny. - „Okazało się, że urosła mi nowa, intymna publiczność, która się komunikuje ze mną. Nigdy dotąd nie otrzymałem tylu dowodów sympatii od ludzi, że są ze mną. Wszystkie role by człowiek za to oddał.”. Im bliżej końca książki, tym coraz dłuższe odstępy między notatkami. W ten sposób podkreślony jest  powrót aktora do życia zawodowego, chociaż Jerzy Stuhr zaznaczył z humorem, że okres jego aktywności minął. - „Teraz jestem obserwatorem. Setki metrów czerwonych dywanów za mną. Wytarzałem się na nich od Cannes po Gdynię. Mogę już na te dywany wpuścić młodszych. Po Holoubku zostanie Wielka Improwizacja, po Radziwiłowiczu - Zbrodnia i Kara, a po mnie - „O, nasi tu byli!”.

Małgorzata Kareńska fot. aut.
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica