Krzysztof Myszkowski: Piszcie wiersze, świat będzie piękniejszy.

Krzysztof Myszkowski: Piszcie wiersze, świat będzie piękniejszy.
Z Krzysztofem Myszkowskim, liderem i współtwórcą Starego Dobrego Małżeństwa rozmawia Małgorzata Kareńska.

Jak zaczęła się pana przygoda z graniem?
Miałem jakieś 15 lat. Nie wiem, czy to późno czy nie. Myślę, że w odpowiednim momencie, aby zderzyć się z poezją. Ziarno padło wtedy na właściwą glebę.

Skąd zainteresowania poezją śpiewaną?
Z mentalności, wrażliwości i natury rzeczy.

SDM powstało w 1984 roku. Kto wymyślił nazwę?
Ja. Na początku było nas dwóch: - oprócz mnie, studenta Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu, Andrzej Sidorowicz, student Politechniki Poznańskiej. Myślałem sobie, że to dość śmieszny pomysł. Dwóch młodych mężczyzn posługujących się taką przewrotną nazwą.

Od niemal 30 lat zespół występuje na scenie. Jak pan sądzi, skąd takie powodzenie?
Mam nadzieję, ze siła tkwi w pieśniach i tekstach do nich, bo są one niebanalne. Siłą jest twórczość, niekoniecznie nasze oblicze.
 
Poezja śpiewana, którą wykonuje SDM opiera się m.in. na tekstach Adama Ziemianina z Muszyny.
Owszem, był taki etap, kiedy zespół wykonywał piosenki do słów poety Adama Ziemianina. Ale to już historia. Teraz zespół opiera się na tekstach Jana Rybowicza - jak mówię - mojego brata bliźniaka w sztuce. Gramy zupełnie inny repertuar.

Skąd zainteresowania pana Bieszczadami?
Pewnie na zasadzie przeciwności. Pochodzę znad jezior, a mianowicie ze Złocieńca na Pomorzu, więc ciągnie mnie w góry. W Bieszczadach znalazłem się przypadkiem, zaproszony przez harcerzy. Z resztą uroczych ludzi. Później poznałem tam miejscowych. Kupiłem sobie nawet kawalerkę w Cisnej. Dzięki temu mogę spędzać tam sporo czasu. Ostatnio mieszkałem w Bieszczadach rok, a w zasadzie nadal tam mieszkam. Nie licząc wyjazdów na koncerty, czy krótkotrwałe powroty do Wrocławia, gdzie jestem zameldowany. Taki los! Nie, że jestem przypisany do jednego miejsca, tylko się przemieszczam. Cały czas jestem ciekawy życia i świata. Stąd ta moja migracja.

Czy dlatego, że tam są ciągle dziewicze tereny. ?
Też, oczywiście. Poza tym jest tam spokój. W mieście coraz trudniej mi się odnaleźć, bo jest hałas, chaos i pośpiech. Natomiast w Bieszczadach mikrokosmos jest zwięzły. Znajomych mam na wyciągnięcie ręki. Nikt się nie wtrąca, mam święty spokój.
 
SDM występuje na tutejszej scenie przeciętnie raz na dwa lata. Czy prywatnie też pan tutaj bywa?
Tak, w Muszynie, do której mam sentyment. To pięknie miasteczko. Poza tym lubię góry, a Beskid Sądecki jest świetny.
 
Dwa słowa od siebie dla czytelników...
Kochajcie poetów. Piszcie wiersze, wtedy świat będzie piękniejszy. Zapraszam serdecznie na koncerty.

Dziękuję za rozmowę.
Autor: Małgorzata Kareńska

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica