Wywiad z Beatą Kawką dla IMPERIUM KOBIET & MAŁOPOLSKIE.TV ,poleca: Laboratorium Kosmetyków Naturalnych FARMONA ( www.farmona.pl )

Wywiad z Beatą Kawką  dla IMPERIUM KOBIET  & MAŁOPOLSKIE.TV  ,poleca: Laboratorium Kosmetyków Naturalnych FARMONA ( www.farmona.pl )
Beata Kawka w IMPERIUM KOBIET i MAŁOPOLSKIE.TV
 Specjalny wywiad na wyłączność IMPERIUM KOBIET  (Magazyn Kobiet Spełnionych ) z  Beatą Kawką , na łamach Małopolskie.Tv dzięki współpracy z redakcji pisma.  Życzymy miłej lektury widzom Małopolskie.TV

 Beata Kawka to aktorka o niezwykłym talencie i zjawiskowej, acz nietuzinkowej urodzie. Wydaje się wręcz, że z każdym rokiem wygląda coraz lepiej. Dla niej życie najwyraźniej zaczęło się po czterdziestce. Realizuje się zawodowo, kocha życie. Uśmiechnięta, spokojna, pewna siebie. Między kolejnymi próbami opowiada Imperium Kobiet o swojej najnowszej roli w spektaklu „enVogue”.

 
Czy możesz powiedzieć o sobie, że byłaś kreatywnym dzieckiem? Że wszystkiego chciałaś spróbować? 
- O tak, nigdy się ze sobą nie nudziłam. Rodziców prosiłam o pozwolenie na moje zwariowane pomysły. Wszystko, co było dostępne w kulturalnym Inowrocławiu w owym czasie – zaliczyłam. I rytmikę i taniec i kółko teatralne i szkołę muzyczną. Myślę, że zawsze była we mnie ciekawość świata i chęć spróbowania i uczenia się nowych rzeczy. 

Teatr, aktorstwo były Twoim przeznaczeniem? Od początku czułaś, że wybrałaś właściwie?
- Jakoś tak nie bardzo mi po drodze z tym „przeznaczeniem”. Nie wiemy, co by się przydarzyło, gdyby nie zdarzyło się to, co się zdarzyło. To jest moja definicja przeznaczenia. Tak jak mówiłam, czyniłam próby odnalezienia się w wielu przestrzeniach. Tyle że aktorstwo okazało się być mi najbliższe.

To jest Twój świat?
- Tak, wtedy tak uważałam. Ale to był inny czas. Nie mówię, że lepszy. Po prostu inny. Istniał teatr… Wiele też było w moim życiu okoliczności, które pozwoliły mi podjąć decyzję o próbie wejścia w ten świat. Fascynował mnie teatr, jeździłam oglądać spektakle w Bydgoszczy i Toruniu. W maturalnej klasie z naszą polonistką wystawiliśmy sztukę patrona mojego liceum Jana Kasprowicza „Marchołt gruby a sprośny. Jego narodzin, życia i śmierci misterium tragikomiczne”. Grałam tam główną rolę – Królewnę. Spektakl wystawialiśmy w Teatrze Miejskim na wielkiej scenie z okazji obchodów urodzin Kasprowicza. I to był wielki dzień. Przyjechała pisarka, pani Barbara Wachowicz. I to ona sprawiła, że odważyłam się i pojechałam spróbować swoich sił w szkole teatralnej. 

Czy sztuka może zmieniać życie? Zmieniła Twoje? 
- Pewnie tak. Jestem dziewczyną z tak zwanej prowincji. Pojechałam do Warszawy w jednych dżinsach. Żeby mieć trochę pieniędzy na początek, w wakacje ważyłam rzepak od piątej rano. A potem w szkole zetknęłam się z wielkimi tego świata: Zapasiewiczem, Holoubkiem, Englertem, Łomnickim, panią Anią Seniuk. Byłam taka dumna, że dane mi było uczyć się od nich, pracować z nimi, chłonąć. Dziś często przypominam sobie ich opowieści, rady. To jest mój kręgosłup. A do mojej prowincji i w sobie i realnie - wracam. W czerwcu pierwszy raz po… o mój Boże, wiesz, że to będzie już chyba ze 27… No tak, po 27 latach zagram na scenie teatru w Inowrocławiu, tej samej, na której graliśmy „Marchołta”. 

Czy zdarza Ci się w swoim zawodzie robić coś na siłę? Możesz powiedzieć o sobie, że zawsze byłaś/jesteś świadomą aktorką? 

- Na początku chyba żaden aktor nie jest do końca świadomy. Ja zresztą nie wiem, co to znaczy robić coś na siłę w tym zawodzie. Grać na siłę? Jeśli tak, to nie zdarzył mi się taki przypadek. Kiedy na początku mojej zawodowej drogi grałam głównie prostytutki, w pewnym momencie powiedziałam mojemu agentowi, że ani jednej więcej już nie zagram. Kiedy nie miałam pracy aktorskiej, uczyłam się innego zawodu, aby się utrzymać. Pracowałam w studiu dźwiękowym przy produkcji dubbingu. Dziś mam swoje Film Factory Studio. Kiedy dostaję dobre propozycje – gram. Jeśli nie – mam co robić.

Grasz bardziej dla przyjemności czy pieniędzy?
- Mam to szczęście, że lubię moją profesję i trochę mi za to płacą. 

Jesteś osobą, która wie, kim jest, na co ją stać, na co nie? 

- Myślę, że tak. W moim wieku, to się wie. Choć mój przyjaciel mawia, że jakby usilnie pokopać w zakamarkach duszy, to można by dokopać się bardzo interesujących cech. Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono. W strefie materialnej cieszę się, że Marysia Sadowska opowiedziała prawdę o naszych zarobkach. Ja nie mam wielkich potrzeb materialnych. Ale gdybym miała, nie mogłabym ich spełnić będąc aktorką. 

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że masz szczęście do ludzi... 

- Trafiam też na kreatury. Ale te omijam. Ci fajni i wartościowi zostają w moim pociągu. Czasami zdarzy się, że wysiądą na chwilę, ale najczęściej wsiadają do powrotnego. W mojej firmie mam ludzi, którzy pracują ze mną w dubbingu od 13 lat. Najpierw w innych studiach dźwiękowych, teraz w moim. Są moimi przyjaciółmi, ale nigdy im się praca z przyjaźnią nie myli. I to jest wielka wartość.

Jak w kilku słowach streściłabyś Czytelniczkom IK historię „enVogue”? 
- Wiele lat nie grałam w teatrze, jako że utrzymując rodzinę, w dzień pracowałam w studio. Gdybym wieczorami jeszcze grała, moje dziecko nie miałoby matki. Kiedy Zuza trochę podrosła, postanowiłam, że wracam. Ogłosiłam to światu. I… nic. Nie ustawiła się kolejka reżyserów spektakli. Moja przyjaciółka Ewa Kania przywiozła mi kiedyś do domu Kasię Ostrowską. Pogadałyśmy, ja przeczytałam to, co Kasia pisze, a Kasia zaproponowała, że napisze coś dla mnie. W moim studio często bywał w tym czasie Piotr Grabowski. Zapytałam czy nie chciałby poreżyserować. Symultanicznie poznałam Błażeja Baraniaka, dyrektora Centrum Kultury w Lesznie, człowieka o wielkim umyśle i sercu, który zaproponował, że podejmie się współprodukcji tej sztuki. Filomena Racz, moja prawniczka pilnowała, aby „wszystko się zgadzało w papierach”. Nade mną aktorką i producentką panowała moja menedżerka Beata Banasiewicz. Mogłabym wymieniać jeszcze wielu ludzi, którzy tworzyli „enVogue”. Boję się tylko czy papieru Ci wystarczy. Pytałaś mnie o szczęście do ludzi. Oto oni. 

W „enVogue” grasz 42-letnią archeolożkę - seksowną, inteligentną, błyskotliwą i niezależną. Czy ta postać jest Ci bliska w życiu codziennym? Możesz się z nią utożsamiać? 

- Dana to singielka, która ma kilka doktoratów i całym jej życiem jest praca. W związku z tym nie posiada dzieci i raczej nie radzi sobie z własnymi uczuciami. Zakochała się zupełnie nieodpowiednio, dlatego na swojego mężczyznę głównie czeka. Jest trochę nieporadna i na życiu się z pewnością nie zna. Kiedy ją gram, rozumiem, co może czuć taka kobieta. Ale Dany we mnie nie ma. Kocham swój dom, nie mam doktoratów, a bycie matką jest priorytetem w moim życiu. Jakkolwiek uwielbiam Danę grać.

„enVogue” to komedia szyta na miarę przewrotności kobiecej natury. Jaka, Twoim zdaniem, jest ta nasza babska natura? 

- Przewrotna. Kiedy obserwuję siebie i kobiety, które znam, nieustannie fascynuje mnie, że najczęściej jest nas pięć w jednej. W „enVogue” kobiety są trzy. I znów powiem - fascynująco różne. Wszystkie inteligentne, błyskotliwe i bardzo kobiece. Lucy (Daria Widawska) cudownie ciepła, zabawna, w typie słonia w składzie porcelany. Addison (Maria Pakulnis) – klasa, styl i zasady. Dana – czyli ja – taka trochę kupka nieszczęścia. Ja bym to nazwała mieszanką piorunującą. 

Sztukę reżyseruje Piotr Grabowski. Powiedziałaś o nim: Piotr jest moim szczęściem. Uosobieniem kindersztuby. Potrafi słuchać, prowadzić aktora, budować postać. I ma piekielny wdzięk. Taki ludek z mojej planety. 
- Podczas kilku miesięcy prób wielokrotnie proponowałam mu małżeństwo. Kiedy zdecydowałam się, że to właśnie on wyreżyseruje spektakl, spotkałam się z ogromnym zdziwieniem, a niekiedy ze sprzeciwem. Że debiutant, że nie wiadomo i takie tam. Ja się jakoś nie bałam. Pamiętam z tego czasu jedną najistotniejszą myśl, która była moim argumentem: Piotr jest znakomitym aktorem, a więc znakomicie nas poprowadzi. Nosi w sobie spokój, a więc będziemy pracować spokojnie i bez niepotrzebnych awantur. Jest rzetelny, a komedia to matematyka… Mnie się wszystko zgadzało. I miałam rację. Piotr jest skromny, pełen pokory. Ma wiele szacunku dla aktora. W dniu premiery w Lesznie stał z nami za kulisami i czułyśmy jego wsparcie. Na premierze w Warszawie wysłałyśmy go na widownię. I śmiał się razem z widzami. Po zakończeniu pracy nad spektaklem, bez fajerwerków czy patosu powiedział: Jestem o was spokojny. Wiecie, co gracie. Jestem pewna, że właśnie dlatego ludziom się ten spektakl tak bardzo podoba. 


Rozmawiała: Ilona Adamska   ( IMPERUM KOBIET - Magazyn Kobiet Spełnionych  )  
Małopolskie.Tv dziekuje za udostępnienie  wywiadu 

 Wśród osób które  przeczytały wywiad  zachęcamy do wspólnej zabawy  "LATO 2013" Małopolskie.Tv z  Laboratorium Kosmetyków Naturlanych  FARMONA  ( www.farmona.pl )  i  IN GROUP ( www.in-group.com.pl )  PREMIUM CAR  - TRAVEL CARE  , zapraszamy do współpracy . 

Zestawy  kosmetyków   od  FARMONA  ( www.farmona.pl )   i płyt  z Największymi przebojami  "LATO 2013" ( wydawca My Music ) , ufundowane  przez  IN-GROUP  ( www.in-group.com.pl ) .  Aby uczestniczyć  w losowaniu pięciu takich specjanych zestawów  (kosmetyki i płyta CD ) wystarczy wysłać  na adres : malopolskietv@interia.pl  , maila podając adres  , a w temacie wisujemy  
 FARMONA & IN GROUP "LATO 2013" Małopolskie.Tv , w terminie do dnia . 05.09.2013. 

 Zapraszamy do wspólnej zabawy z Małopolskie.TV

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica