Imperium Kobiet dla "Muzyczne Lato 2014" Wywiad z Marzeną Korzonek poleca :MTV24.tv/Małoplskie.tv

Imperium Kobiet  dla "Muzyczne Lato 2014" Wywiad z Marzeną Korzonek  poleca :MTV24.tv/Małoplskie.tv
Marzena Koroznek dla Imperium Kobiet i Muzyczne Lato 2014
"Muzyczne Lato 2014" to muzyka , koncerty, listy przebojów i bardzo interesujące wywiady które nasi widzowie mogą przeczytać dzięki współpracy z wydawnictwem Imperium Kobiet i uprzejmości Ilony Adamskiej ( red.naczelnej). Dziś kolejny wywiad.

Artystką jestem tylko na scenie
Wywiad z Marzeną Korzonek

- Od początku założyłam sobie, że nie będę szła drogą skandalu, nie będę wzbudzać kontrowersji czy sensacji, nie będę wylatywać z każdego portalu show-biznesowego, bo jest to niezgodne ze mną i moim charakterem. O byciu wokalistką, artystką, a także prawnikiem - opowiada Marzena Korzonek, która debiutowała płytą „33 i pół”.

Kiedy rozpoczęłaś swoją przygodę z muzyką?
- Stosunkowo późno. Być może dlatego, że nigdy nie miałam potrzeby bycia na świeczniku. Talent muzyczny odkryła moja nauczycielka śpiewu Elżbieta Biskup i trafiłam do zespołu wokalnego, w którym występowałam ramię w ramię z Anią Wyszkoni przez wiele lat.

Z wykształcenia jesteś prawnikiem. Skąd zatem muzyka?
- Ponieważ muzyka sama w sobie nigdy nie dostarczała mi uzasadnionego powodu, żeby stawać na scenie. W pełni staję się szczęśliwa dopiero wtedy gdy łączę własne aspiracje i pragnienia muzyczne ze społeczną misją. Nigdy nie traktowałam muzyki i śpiewania jako trampoliny do lepszego świata, do bywania i zaistnienia w świecie show-biznesu. Wypływa ona z mojej potrzeby serca, potrzeby dzielenia się emocjami, tak naprawdę chodzi o interakcję z drugim człowiekiem. Wiem i czuję, że wielu ludzi właśnie tego od artysty oczekuje, chcą, żeby coś ich poruszyło, zmieniło, uczyniło lepszymi. Dla mnie po to jest sztuka, po to jest muzyka, żeby na moment obcowania z nią świat się zatrzymał i żeby nasze emocje mogły wypłynąć, żeby coś w nas drgnęło. Tylko w takim wymiarze interesuje mnie tworzenie. To jest mój cel nadrzędny.

Co wobec tego było takim momentem przełomowym w Twoim życiu, że zdecydowałaś się postawić wszystko na jedną kartę i na poważnie zająć się muzyką, wydawaniem płyt?
- Było nim z pewnością wygranie finału „Szansy na Sukces” i wygranie Opolskich Debiutów, dokładnie 10 lat temu. Stało się to wtedy gdy kończyłam prawo. Kusiło mnie by złożyć jeszcze dokumenty na Akademię Muzyczną w Katowicach, ostatecznie wybrałam inną drogę. Bycie artystą wymaga od nas doświadczania rzeczywistości w sposób „mocny” i czasami wytłumaczalny tylko dla nas samych… Jestem kompletnym naturszczykiem, nie znam nut, nie znam teorii muzyki, muzykę mam w sobie, uczę się ze słuchu. Dla mnie „studiami muzycznymi” były międzynarodowe festiwale, na których reprezentowałam Polskę, warsztaty z Elą Zapendowską, której prawdziwe, nie telewizyjne uznanie było dla mnie zaszczytem i komplementem.

No właśnie… Elżbieta Zapendowska. Śpiewu uczy od 36 lat, ale popularność przynieśli jej dopiero słynni uczniowie: Edyta Górniak, Doda, Robert Janowski. Jak wspominasz swój pierwszy kontakt z nią? Czy naprawdę jest tak groźna i surowa jak o niej mówią?
- Mój pierwszy kontakt z Zapendowską podczas warsztatów wokalnych faktycznie nie należał do łatwych i przyjemnych. Była bardzo krytyczna, ale przy tym bardzo szczera. Znana jest ze swojej bezkompromisowości i surowości, jednak wraz z upływem czasu i kolejnych naszych spotkań widziałam, jak mój śpiew zdobywa jej uznanie. Warto było czekać kilka lat by w końcu usłyszeć komplement z jej ust. Jeden jej komplement wart jest więcej niż 10 innych. To ona doceniała we mnie umiejętność interpretacji i zawsze powtarzała mi, że piosenki, które wybieram, udają się wtedy, kiedy słuchacze mają „ciary”. Ja sama jako odbiorca też tak odbieram sztukę. Jak mam „ciary” dane dzieło zostaje ze mną praktycznie na zawsze.

Z tego co mówisz, wnioskuję, że należysz do osób wytrwałych, pracowitych, których ostra krytyka nie zraża i które nigdy się nie poddają?
- Rzeczywiście. Łatwo się nie poddaję. Na początku pojawiały się łzy, chwile zwątpienia, krytyka bolała, ale zaraz szybko brałam się do pracy i szłam do przodu. W życiu liczy się wytrwałość. W każdej dziedzinie.

Wiem, że jesteś wielka fanką jazzu. Jakiś czas temu robiłam wywiad z Lorą Szafran, która powiedziała: Jazz to rodzaj muzyki, który nie daje dużych pieniędzy. Jazzmani to ludzie, którzy grają z pasji, kochają muzykę. Nie są nastawieni na zysk, zarobek. Wierzą w muzykę, fascynują się muzyką. Jednym słowem - to urodzeni artyści.
- Mimo że nie jestem wokalistką jazzową, nie pretenduję nawet do tego miana, mogę śmiało powiedzieć, że jazz wiele mnie nauczył. Paradoksalnie - w kwestiach teoretycznych. Dał mi poczucie rytmu i harmonii. I stało się tak, że jazz trochę wywrócił mój świat do góry nogami i bardzo mnie otworzył, wokalnie i światopoglądowo. Dwukrotne uczestnictwo w Międzynarodowej Letniej Akademii Jazzu w Krakowie z udziałem amerykańskich muzyków i wykładowców było przełomem w moim życiu. Zaczęłam śpiewać jazz i koncertować. Otworzyłam się na muzykę. Duży udział w tym miał Marek Bałata, który dostrzegł we mnie potencjał i mocno go rozwinął. Ponadto koncertowaliśmy i jamowaliśmy pod okiem Amerykanów. Głos i siła, które w sobie poczułam, zaprowadziły mnie wprost do „Idola”, gdzie doszłam do półfinału śpiewając właśnie standardy jazzowe.

Twoja kariera wydaje się być mądrze zaplanowana i przemyślana. Nie pojawiasz się na najbardziej popularnych playlistach więc jak chcesz zabiegać o swoich słuchaczy?
- Od początku założyłam sobie, że nie będę szła drogą skandalu, nie będę wzbudzać kontrowersji czy sensacji, nie będę wylatywać z każdego portalu show-biznesowego, bo jest to niezgodne ze mną i moim charakterem. Selekcjonuję swoich odbiorców, a zatem również stacje radiowe, które puszczają moją muzykę. Wybieram te najbardziej ambitne jak np. Polskie Radio czy Radio Zet Chilli, bo moja najnowsza płyta nie jest płytą dla wszystkich. Nie wszyscy muszą mnie słuchać.

Dlaczego tak późno zdecydowałaś się na jej wydanie?
- Tak, zdaję sobie z tego sprawę, że wydałam ją późno, ale jest to moja świadoma decyzja. Wiele czynników miało na to wpływ, przede wszystkich dwukrotne macierzyństwo. Ale czas, który minął, miał swój sens. Powstała płyta jest w dużej mierze autorska, przemyślana i dojrzała, wcześniej z całą pewnością nie byłabym jej współkompozytorką i współproducentką. Moja muzyka to muzyka płynąca z serca, emocji. Płyta jest dużo lżejsza niż wcześniej wykonywane przeze mnie utwory, ale generalnie jest to coś, co ma poruszać i skłaniać słuchaczy do refleksji. Zawsze marzyłam, żeby moja płyta była ukojeniem, oderwaniem się od rzeczywistości po trudach dnia codziennego. Sama też takiej muzyki szukam…

Do kogo zatem kierujesz swoją debiutancką płytę?
- Do odbiorcy świadomego, ceniącego żywe, nastrojowe brzmienie instrumentów i niebanalne teksty. Słychać na niej nie tylko żywą sekcję rytmiczną i fortepian, ale też instrumenty smyczkowe oraz dęte, flet, fagot czy kontrabas. To „korzenny” pop, lekko przyprawiony innymi stylami. Moją płytę cenią np. fani Edyty Górniak, którzy bardzo często do mnie piszą, porównują… Jest to dla mnie komplement i potwierdzenie stylu, wysublimowania i wrażliwości. Dziennikarka Radiowej Jedynki określiła moją płytę mianem „wyrafinowanej”, a inna radiowa dziennikarka powiedziała, że chcąc przekazać komuś bliskiemu coś ważnego i wartościowego musiałaby dać moją płytę. Niech to będzie odpowiedź na twoje pytanie.

Masz swoje muzyczne inspiracje?
- Oczywiście. Z cyklu BEST EVER to Edyta Geppert, Hanna Banaszak, Ewa Bem, Ewa Demarczyk, Lora Szafran, Nina Simone, Sarah Vaughan i Ella Fitzgerald. Z bardziej współczesnych to Edyta Górniak, Diana Krall, Ania Dąbrowska, Michael Buble, Mela Koteluk. Rozpływam się przy Tomaszu Stańce i Leszku Możdzerze. Szczególne miejsce w moim sercu zajmują Josh Groban i Adele. Moim marzeniem jest być na ich koncertach.

W życiu kierujesz się raczej rozumem czy sercem, intuicją?
- Mam bardzo silnie rozwiniętą intuicję, żartuję czasami, że jestem czarownicą. W życiu kieruję się sercem. Jestem idealistką twardo stąpającą po ziemi. Artystką jestem tylko na scenie. Świadoma choroba dwubiegunowa. W końcu autorem zdjęć jest Paweł Biegun a to do czegoś zobowiązuje (śmiech).

Rozmawiała: Ilona Adamska
fot. Paweł Biegun

IMPERIUM  KOBIET   ( www.ikmag.pl ) poleca   MTV24.tv / Małopolskie.TV
Współpraca : Music Media Press
Music Media Press dla  MTV24.tv  dziękuje  Ilonie Adamskiej  i Imperium Kobiet   za udostępnienie  materiału


Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica