Zaczynamy jak zwykle, choć niezwykle

Zaczynamy jak zwykle, choć niezwykle
ZACZYNAMY JAK ZWYKLE, CHOĆ NIEZWYKLE

Mimo, że to nie poranek niedzielny, nie cień pod drzewami wokół kościoła św. Małgorzaty, pieśń „Ojcze z Nieba, Boże, Panie” grana przez Józka Brodę na początku mszy przenosi nas w przeszłość, otwierając teraźniejszość. Dźwięk trombity przejmują głosy dziecięce i znana pieśń kościelna napisana do melodii jeszcze bardziej znanego hymnu Wielkiej Brytanii płynie jak zwykle na początek Festiwalu, ale po raz pierwszy pod jasne sklepienie Amfiteatru w Parku Strzeleckim.

W godzinę miłosierdzia zaczyna się msza. Mszą rozpoczyna się 28. Festiwal ŚWIĘTO DZIECI GÓR.

Ksiądz Jerzy Jurkiewicz jak zwykle przywitał bohaterów nadchodzących dni, opiekunów, organizatorów, ale pod nieobecność ks. Stanisława Kowalika również Eucharystię sprawował. Zaprosił do wspólnej modlitwy, ale także do odpoczynku, bo właśnie do odpoczynku zaprasza w dzisiejszej Ewangelii Jezus. To rzadkie słowa, ale jakże potrzebne: „Odpocznijcie nieco”. Każdy chce trochę odpocząć. Uczący się, pracujący i ci, którzy już przeżyli prawie całe życie. Odpoczynek to nie lenistwo, to sposobność, by stać się mądrzejszym, lepszym, silniejszym. Odpoczynek to sposobność, by lepiej mówić, słuchać, działać.

I jeszcze słowa uznania dla organizatorów: Festiwal wymagał wiele pracy, dobrze, że udało się go przygotować. Na miarę możliwości, czyli… najlepiej jak można.

W słowach na rozesłanie ksiądz podziękował organizatorom za przygotowanie mszy otwierającej Festiwal. A po błogosławieństwie popłynęła „pływająca”, ulubiona pieśń Jana Pawła II.
Dyrektor Andrzej Zarych podziękował księdzu prałatowi za mszę i podzielił się nadzieją, że za rok już będzie normalnie, czyli spotkamy się w Bazylice św. Małgorzaty.
                               
                                                                                        Kamil Cyganik | Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ

OTWARTA DŁOŃ, CZYLI DZIECIĘCA PRZYJAŹŃ

Dziesięcioro dzieci z dziesięciu polskich zespołów i dziesięć różnych instrumentów. Prowadzący, Józef Broda i Krzysztof Trebunia-Tutka podchodzą kolejno do każdego z dzieci i na zmianę grają krótkie melodie.
Zaczyna oczywiście trombita, odpowiada trombita i fujarka, i drumla, i… niezwykły dialog ludowych instrumentów. Jakby dwaj prowadzący, zanim zaczęli rozmawiać słowami, pogadali muzyką. Muzyka nigdy nie kłamie.

Dla Józefa ŚWIĘTO DZIECI GÓR jest po to, by przypomnieć, że świat młodszych braci, czy skrzydlatych, czy czworonożnych pasuje do tego Święta. I by każdy dorosły mógł znów odnaleźć w sobie dziecko. A pomaga w tym otwarta ręka, nie zaciśnięta pięść, słowo sensowne, ważące, a nie „bleblanina”.
Krzysztof Trebunia-Tutka zaprasza na scenę Andrzeja Zarycha, dyrektora MCK SOKÓŁ, a w tych dniach również dyrektora Festiwalu. Pan dyrektor przedstawia z kolei „duszę” ŚWIĘTA DZIECI GÓR, czyli Józka Brodę, który staje przy mikrofonie prowadzącego od 1992 roku i „duszyczkę” - będącego tu po raz pierwszy Krzysztofa Trebunię-Tutkę.

Pan dyrektor wita również gości: Posła Wiesława Janczyka, Wiceprzewodniczącego Polskiej Sekcji CIOFF Jana Łosakiewicza z małżonką, Eksperta CIOFF Leszka Chołuja, ks. dra Stanisława Kowalika, Leszka Zegzdę przewodniczącego Komisji Kultury i Sztuki Rady Nowego Sącza, oraz Tomasza Koseckiego zastępcę dyrektora Departamentu Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Urzędzie Marszałkowskim. W tym roku nie ma na Festiwalu Rady Artystycznej, ale są jej przedstawicielki, Wiesława Hazuka i Dorota Majerczyk.

W końcu padły wyczekiwane słowa: „28. ŚWIĘTO DZIECI GÓR uważam za otwarte!”

I choć oficjalne wystąpienia miały być po części artystycznej, gospodarz miasta, prezydent Ludomir Handzel został przez pogodę zmuszony, by wcześniej przywitać uczestników, życzyć dobrze spędzonego czasu w nowym amfiteatrze oraz Nowym Sączu i wytłumaczyć swoją dalszą absencję podtopieniami na jednym z sądeckich osiedli.

„Jak żyć?” W czasie tego wieczoru te dwa słowa kilka razy padną z ust Józefa Brody. Teraz pyta, jak żyć, żeby być tu i teraz, tam i wtedy? I dzieli się swoim bólem, że od 12 maja żona, z którą przeżył wiele lat jest już tam, i wskazał na niebo, a on wciąż jest tutaj. I bywa ciężko. A zaczął Józek swoje rozważanie od tych dziewięciu miesięcy, gdy każdy z nas dojrzewa w łonie mamy. I tak zamknął żywobycie człowieka klamrą poczęcia dla świata i poczęcia dla nieba.

Ale czas już rozpocząć trucht przez kolejne dni narodowe, których w tym roku będzie tylko pięć, choć zespołów aż piętnaście.

Dzieci z Indii prezentują się i witają poprzez przesłany krótki film. Jednak dzieci z DOLINY SŁOMKI, na co dzień mieszkające w Stroniu, przedstawiają okruchy swojego jutrzejszego programu już na scenie, „w realu”. I dobrze, bo przecież to dla nich i dla pozostałych polskich zespołów są tutaj liczni Sądeczanie, którzy przebili się przez ścianę deszczu, by dotrzeć na Ogrodową. Tradycją już jest, taką wymuszoną trochę przez logistykę, że skoro zespół z polskich gór miał kapelę z lewej, to kamracki zespół ustawia swoich muzyków z prawej. I kto teraz z prawej? Na scenie ŚWIĘTA DZIECI GÓR występowały już dzieci z Jakucji, Gruzji, Meksyku, USA… Z Azji i Afryki, zza wschodniej i południowej naszej granicy, ale po raz pierwszy pojawia się tu zespół z… Mazur. W poniedziałek EŁK z Ełku pokaże więcej. Teraz kilka tańców, kilka przyśpiewek. Na zachętę.

Pan Krzysztof zaprasza, by co wieczór znaleźć sobie miejsce przed festiwalowym telebimem albo przed ekranem swojego komputera. Józef, idąc za myślą Makuszyńskiego, mówi, że mamy w sobie coś takiego, co nigdy nie będzie stare. Ducha dziecięcości.

We wtorek dzień Spisko-Śląsko-Nigeryjski. Zaczyna, oczywiście znów z telebimu, dziewczynka z Afryki, wyrażając żal, że nie udało im się dotrzeć na Festiwal i pozdrawiając wszystkich uczestników. Trochę góralskich tańców ze Spisza przedstawili Mali Jurgowianie, a po nich tańce i zabawy jeszcze na scenie Święta nie widziane, zaprezentował zespół VLADISLAVIA, czyli dzieci z Wodzisławia Śląskiego. Zabawy, które przecież są samym sednem Festiwalu, zapowiedziały pojawiające się pierwsze rekwizyty: koszyk i miotła.

Pan Krzysztof, zanim zacznie zapowiadać środę, wita Marszałka Witolda Kozłowskiego, któremu udało się dojechać do Amfiteatru.

Gajdy z którymi wchodzi Józef Broda zwiastują region Trójwsi Beskidzkiej. Prowadzący śpiewa tę dobrze nam znaną apostrofę do Jano…. A pan Krzysztof zapowiada, że dzięki zespołowi z Istebnej przeniesiemy się tam, gdzie spotykają się trochę już zatarte granice Polsko-Słowacko-Czeska.

KITKA z Macedonii – dwoje dzieci w przebogatym otoczeniu pozdrawia uczestników i widzów, a na scenie znów gajdy, ale i skrzypce, ale i duże basy… muzyka wprowadza dzieci z MAŁEJ ISTEBNEJ. Dużo króciutkich pieśni, tańców, krótkich zabaw. Od łapania kija nim na ziemię spadnie, zaczynają swoją prezentację środowych występów dzieci z ROZTOCZA. Potem Ciucibabka… I śpiew, i taniec. I tak myślę, szukając dobrych stron pandemicznej sytuacji, że nie zobaczylibyśmy pewnie na scenie Święta folkloru dziecięcego z Roztocza, Śląska, Mazur, ziemi łódzkiej, Kaszub… Chociaż nie! Z Kaszub zespół był. Więc może i inne by się pojawiły. Zwłaszcza, że regulamin Święta zawsze pozwalał na zaproszenie jednego zespołu spoza terenów górskich.

Czwartek Józef zapowiedział między innymi znanym zaśpiewem „Orawa, Orawa, na Orawie ława…”, Choć zaskoczył wszystkich pojawiającymi się w tekście zbójnikami idącymi do prawa. Zanim jednak MAŁOLIPNICANIE zaprezentowali piękne wianki, jadwinie, codzienne, ale przecież jakże urocze bluzki i spódnice, czarne kapelusze, kamizelki, parzenice… zanim zaśpiewali tę bardziej znaną wersję „Orawy” z łorawcami w tekście, zanim zatańczyli kilka tańców, z telebimu pozdrowiła nas wszystkich mała, urocza Litwinka z Telsiai z zespołu ČIUČIURUKS. Na koniec „epizodu” czwartkowego – przebogate, przekolorowe stroje KOCIERZEWIAKÓW z Kocierzewa Południowego.

Wersami Kasprowicza, o sercu otwieranym jak bramy kościoła rozpoczął Józef Broda zapowiedź ostatniego dnia. Zakończył wspólnym z widownią śpiewem do Jawora – kamrata.

Cała grupa Rumuńskich dzieci należących do zespołu DATINA TURDEANA z Turdy pozdrowiła przyjaciół z Polski i pozostałych krajów. A pod dachem Amfiteatru zadrżały pawie pióra na krakowskich czapkach dzieci z Grojca, z zespołu KRAKOWIACZEK. I pomknęli przez scenę krakowiakiem przeplatanym przyśpiewkami. I poleczką. Na koniec ostatni, ale przecież w żadnym razie nie najgorsi. Zwłaszcza, że tu na tym Festiwalu takich kategorii po prostu nie ma! A zatem ci ostatni dziś i ostatni na tym Festiwalu, ale tylko dlatego, że ktoś ostatni być musi, TUCHLIŃSKIE SKRZATY z Tuchlina na Kaszubach. Znów krótko każdy taniec, każda zabawa zapowiedziały przynależną Kaszubom część ŚWIĘTA DZIECI GÓR.

Koniec zapowiedzi, lecz nie koniec wieczoru.

Korowód ulicami miasta w tym roku nie poszedł, nie było go też dwa lata temu. Teraz idzie. Z każdego zespołu kilkoro dzieci i opiekunowie, tablice z nazwami, a wszyscy prowadzeni przez gazdów z kosturem.

Józef zaprasza na scenę kapelana Festiwalu ks. Stanisława Kowalika, wspomina pozostałych dwóch kapelanów, ks. prof. Józefa Tischnera i ks. Władysława Zązla. Duchowy pasterz jak zwykle śpiewem przywitał swe duchowe owce festiwalowe.

Czas upominków, czyli wędrujące z rąk gospodarzy i oficjalnych gości w ręce przedstawicieli zespołów słodycze i wspólne fotografie oraz upominki od Marszałka Województwa i Prezydenta Miasta.

I kolejna uroczysta chwila. Jan Łosakiewicz i Leszek Chołuj wręczają Dorocie Majerczyk i Patrykowi Rutkowskiemu certyfikaty ekspertów Polskiej Sekcji CIOFF.

Na koniec Festiwalu zawsze gazdowie przekazywali kostur gazdom kolejnorocznym. Ale ponieważ niewiele rzeczy dzieje się w tym roku „jak zwykle”, więc właśnie teraz dwoje dzieci z DOLINY SŁOMKI przekazuje kostur dwójce reprezentantów SĄDECZOKÓW, którzy będą gospodarzami Festiwalu za rok.

Korowód ze sceny schodzi, a Józef z Krzysztofem zapraszają na cały tydzień prezentacji oraz koncert finałowy, zamykając tym samym koncert inauguracyjny.

„Jawor, jawor, jaworowi ludzie…”, bo przecież wiadomo, że ŚWIĘTO DZIECI GÓR to czas budowania mostów… „By człowiek z człowiekiem był bratem na wieki.” A tylko miłość nie przemija. Pieśnią na dobranoc pożegnał wszystkich Krzysztof Trebunia-Tutka.

                                                                                        Kamil Cyganik | Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ


Udostępnił
Andrzej Gulewicz  MTV24
Źródło: MCK Sokół w Nowym Sączu
fot. Piotr Droździk oraz Kamil Bańkowski
 
Autor: Andrzej Gulewicz

Komentarze


Brak komentarzy - Badź pierwszy!!!
Dodaj komentarz
Główna kolumna
partnerzy:
hej.mielec.pl sacz.in videobeskidy wmediach.pl andre-g.nazwa.pl capital24 krynica